PIetrucha byla u dziadkow, wlasnie smiala sie z babci i mamy z dziadkiem gdy postanowili wyjsc na balkon. I zauwazyli ze w strone ziemi zbliza sie wieeeeeelka ognista kula. Kula zachowala sie troche jak kauczuk bo dw razy sie odbila po czymz achamowala tuz pod balkonem dziadkow Pietruchy. PIetrucha zareagowala szybko: kazala mamie zabrac dziadkow po czym sama zaczela pakowac swoja najcenniejsze rzeczy xD i wyszla.
Na dworze spotkala Sarenke z Grzesinkiem. Cala trojka stwierdzila ze podjada autobusem nr siedem, ktorego w miescie pietruchy nigdy nie bylo. PIetrucha, jak na agenta przystalo, sojrzala na spis przystankow:

-Gdzie wysiadamy? -spytala Pietrucha
-Ojezu nie wiem przeciez.
-A no ta… a nie wszyscy zginiemy?
-Przeciez mowie ze ojezu nie wiem!
-Ok..ok… -PIteurcha juz miala powiedziec ze strasznie przeprasza ze zyje gdy cos jej wpadlo do glowy. Sarenka nigdy nie okazywala agresji… Spojrzala na nia… na jej buty i kurtke. Omg, nie pasuja kolorystycznie!!
Autobus wlasnie byl na przystanku Ojezu nie wiem. Pseudo Sarenka i Grzesiek wysiedli, Pietrucha sprytnie uajac ze gdzies tam costam wysiadla… i wskoczyla spowrotem do srodka! Sarenka i Grzesinek znikneli. Nagle pojawil sie statek kosmiczny wielkosci koperty a5. Jebnal w zmywarke stojaca na koncu autobusu. Pietrucha dala zac przez nadajnik w zapalniczce do Centrum Obslugi Super Agentow i zaraz z pod siedzenia wyskoczylo 3 agentow, jeden przejal autobus drugi i trzeci zajeli sie transportem ststku na szufelce.
-Agencie Pietrucha, misja zakonczona pomyslnie. Jestes wolna.
Pietrucha teleportowala sie…