Włóczykij widząc napalonego na gówno Paszczaka zaczął wesoło machać workiem krzycząc wesoło “zobacz co mam stary chuju!” tym razem smród był tak wielki, że nawet muchy lecące dotąd za nim padały jak kaczki na polowaniu, które kiedyś urządził sobie ze sztarym tego geja muminka. Gdy się już zbliżył do Paszczaka postanowił postawić warunki i bez jebania wykrzyczał “2 wory jarania i 3 butelki wina” obejrzał sie w prawo i robiąc wielkie oczy “zabij tą kurewską mszyce bo jest wielka jak koza” dodał z oburzeniem
“Włóczykij ty pedale. Nie dosc, ze rozpierdoliles mi pół ara marysi tym tandetnym, radioaktywnym, świecącym gównem Bobka, to jeszcze stawiasz warunki?! 1 worek i 2 butelki!” – krzyknął oburzony Paszczak – “I odwal się od moich mszyc. Nie twoja chujowa sprawa.” Paszczak złapał grabie i urwał mszycy głowę. Z jej małego owadziego ciałka trysnęła świecąca ciecz. “Kurwa, co ten Bob żre, że nawet robalom to szkodzi?” – zapytal paszczak. nagle zauważył, że ktoś znów nadchodzi do jego zapuszczonego chlewu. “Nie ma dzis zebrania kółka różancowego cwele!” – wykrzyknął zdenerwowany.
Jakie to szzcescie mial Bobek ze bardziej przypominal mszyce od ich samych. Uniknal sexownie latajceych grabi Paszczaxa i wstal.
-co za chuje muje dzikie weze! Paszczax,myslalem ze jestesmy ziomalami, ze razem melinujemy i stawiamy figurki z prazu w sraczu! Juz Cie nie szanuje-Bobek podrapal sie po kroczu i odszedl w strone sklepu “Sprzet AGD-akty,gowno,dupczenie” w celu zakupienia nowych kulek analnych. I pieszczoch…
Mala Mi uslyszala piskliwy glosik zioma Paszczy.Pewnie znowu sobie przypalal solo.Swoja droga dziwne,ze wszyscy maja takie porabane imiona w tej dolinie, widac ze wiesniaki. Sama byla adoptowana,daltego nie identyfikowala sie z mieszkancami.
Mala podeszla do domku po drodze mijajac Bobsa-”kup mi fikusne majtastki Cycu, wiesz jaki numer. Ostatnie poszly na melanzu,gdy zaplatalam sie w krzakch .Nie dalo rady, trzeba bylo ciac.” Po czym podeszla do Paszczaxa i przywitala klkakrotnym przybiciem piatatki.Tak bbylo tredni, kazdy o tym wie. Stary mam propozejszon-ja daje tobie konewke rybaka,ty mnie Ryja. Skurwiel podpal mi jak chuj i ma przejebeane. Mozesz wybrobowac rozowa kiedy bede go lać. Co Ty na to?Patrzac na stan Twojej plantacji wydaje sie,ze w przyszlosci bedzie ona Twoja jednana mozliwoscia by osiagnac na dobra faze.
Niestety Muminek wyjechał z doliny do pracy sezonowej w Irlanidii zbierac tam truskawki i cytrusy, więc póki wspolne jaranie poczeka, no ale jak nie trafi do obozu pracy to jest sznsa ze jak wroci zarobiony to wspolnie rozpierdzielą kasę na drinki z parasolką i włochate kobiety (ichaaaa!).
Mała Mi gdy barykadowała swoja melinkę, nawet nie mogła przypuszczac ze Ryjek się tam schował podczas gdy ona z Włioczkijem sie werbalnia gziła. Zaszył się niczym krawiec w ciemnosciach w przestrzeni pomiedzy kolekcją wibratorów, a gdy Mała poszła, wygramolił się z tamtąd i wypalł za darmoche jej zioło, pogrzebał w szafkach, zrobił sobie nawet omlet bez dodatku jaj, zaspokojił się nieco analnie dziwnym wibratorem, po czym stwierdził z niesmakiem ze musiał na fazie pomylić wibrator ze zwykłym kijem od szczotki. Strzelił też niechcący # w narozniku, po czym zabrał z ołtarzyka 3 sztuki Finalndii (jedna Grejfrutowa, jedna Cytrynowa, jedna Cherry) pomyslał ze jak muminek wroci to pozyczy kasę i odda Małej, ewentualnie ją zaspokoji sexualnie, badz da sie wychłostać.
Wyszedł z meliny z Finladnia w siatce, i chciał tyrknąc do Włóczykija azeby się ustawić na popojawę w “butelkowym lesie” (miescił się on tuz pomiędzy lasem Bobka i plantacją Paszczaka) a że zasięg był w dolinie zjebany jak dzielenie się obwarzankiem, udał się przeto sam w kierunku butelkowego lasku, liczył że Włoczykij choc tez miał zaburzone myslenie abstrakcyjne (po przeterminowanym eterze w proszku) to jednak skapnie się gdzie zazwyczaj imprezuja. Tylo zeby nikt sie ne dowiedział, a zwłaszcza Bobek! (bo pije menta za dwóch) no i zeby Buka nie wpadła, bo zawsze się to kończy dziką orgią.
Wrocił jeszcze na chwilke do meliny, i zabrawszy niezbyt dojrzałe kiwi do obrony przed bobkiem i buką, ruszył pokracznie w stronę butelkowego lasu. (trzeba bedzie jeszcze wpaśc do Paszcazka wyzebrac jakąś zagryche)
Bobek wlasnie szedl droga do sklepu kiedy to zobaczyl walesajaca sie mende Ryjka. “Co za krtyn, nawet chodzic nie umie”.To byla prawda gdyz Ryjka znosilo na prwo i zamiast isc do produ szedl bokim. “Moze sie zjaral!Ale kurwa skad mial towar! Przeciez Paszczak ma braki..kto mogl miec jeszcze staf o tej porze roku… Ja… i… O KURWA! Co za szczyl”.
Bobek wydzierzawil osoatki gazu w tylku odpalil i dolecial do swojej tajnej skrytki na tajnym niewidzialnym drzewie. Chywicil dlugiego kaktusa, nawytkal sie grochowki na gazy i pozapierdalalal w srone Ryja. Gdy tak lecial ustawil sie odpowidnio i wystawil kaktusa. Jego ladowanie idealnie pokrylo sie z wcelowniem kaktusa w dupe Ryjka. Butelki Finlandiii polecialy w gore, Bobek zlapal dwie, neistety jedna sie rozbila, ale to nic, i tak bedzie na Ryjka.
-Dobrze Ci tak Ty niemyta pyto!-zasmial sie Bobek i chwyciwszy butelki pod pachy pierdnal i odlecial w strone swej tajnej skrytki pozostawiajac Ryjka z kaktusem w dupie.
Gdy tylko Paszczax zorientował się, że o mały łonowy nie ściął Bobsonowi głowy, poczuł się zbity z tropu. “jak kocha zioło to wróci” – pomyślał – “Ten mały brudas i tak ma 12 żyć.” Nie długo miał czas zawracać sobie swój pusty, zapchlony łeb takimi pierdołami, bo tu trasakcja się szykowała. Wiedział, że ta pipa przychodzi tylko jak coś chce. Wszyscy w Dolinie zawracali mu dupę tylko, gdy chcieli go wyruchac z jego ostatnich zasobow. Brzmi to brutalnie, ale cóż… życie. Dlatego też, gdy Mała Mi złożyła mu propozycje nie do odrzucenia, popadl w stan refleksji. Inteligencja nigdy nie biła mu z oczu, jej stan dążył zawsze do minus nieskonczonosci. Jakos jednak musial oszukac te mala suczke. Wiedzial, ze w tym momencie da wszystko za tego PojeboRyja. Problem w tym, ze ten maly szmaciarz był daleko od rezydencji Paszczaxa. Po dlugim, 10-minutowym namysle rzekl: “Pierdolisz. Myslisz ze Ryj jest wart tyle co jakas jebana konewka? Po kiego chuja mi konewka zamieniajaca wode w wino, gdy wody nie mam.” Prawda w oczy bila – skora Paszczaxa byla pokryta taka iloscia roznego brudu i syfu, ze nikt w Dolinie Muminkow nie byl w stanie powiedziec, jakiego koloru jest naprawde. jego tluste wlosy wygladaly jak nazelowane. Jedyna wodą w jego chlewni byla deszczowka, ktorej starczalo tylko na podlanie drogocennych ziolek. Wkurwiony taka propozycja rzekl: ” Pozycz konewke, wysle Ryja na drugi koniec Doliny, aby z bagna przyniosl troche wody. Sprawdzimy ja. jesli nie wyjda z tego zadne siki jak wino “Kici kici”, to zwiaze dupoRyja i przysle ci go wieczorem.” Obmysliwszy ten szatanski plan, Paszczak uczul rozkoszne zadowolenie, jakby posmerano go wibratorem Malej Mi. Nie wiedzial jednak, ze wlasnie oto do jego zadupia z kaktusem w dupie zblizal sie Ryju…
Buka zaczaila sie za drzewem… zobaczyla zbliżającego się Bobka, nabrała piekielnej ochoty aby go zgwałcić… jeszcze musiała sie tylko upewnic czy nikt inny się nie zbliża i nie bedzie zadnych swiadkow… powoli robilo sie ciemno w Dolinie Muminkow, wiec Buka byla pewna ze tym razem Bobek bedzie jej…